środa, 22 lutego 2017

Kilka słów o... brokułach


Dzisiaj trochę o tym, co zdrowe i smaczne, czyli DLACZEGO WARTO JEŚĆ BROKUŁY.

O tym, że są zdrowe (pojęcie względne, które wyjaśnię w innym wpisie) każdy wie, ale na co tak naprawdę działają?

1. POMAGAJĄ W OCHRONIE PRZED RAKIEM - zawierają antyoksydanty, które powstrzymują rozwój raka piersi, szyjki macicy i prostaty.

2. CHRONIĄ PRZED OBJADANIEM SIĘ - szklanka brokułów ma tyle białka, co szklanka ryżu lub kukurydzy, a zawiera o połowę mniej kalorii.

3. WZMACNIAJĄ SYSTEM IMMUNOLOGICZNY - brokuły mają spore ilości betakarotenu, cynku i selenu, które wzmacniają nasz system immunologiczny.

4. CHRONIĄ KOBIETY CIĘŻARNE - zawierają kwas foliowy, który jest niezbędny do prawidłowego rozwoju płodu.

5. POMAGAJĄ CUKRZYKOM I ODCHUDZAJĄCYM SIĘ - zawierają dużą ilość błonnika, a niską cukrów, co pozwala na utrzymanie właściwego poziomu insuliny.

6. CHRONIĄ NASZE SERCE - luteina, witamina B6 i kwas foliowy pomagają w przeciwdziałaniu chorobom serca i wylewom.

7. CHRONIĄ ZDROWIE KOŚCI - brokuły zawierają więcej wapnia niż większość nabiału oraz witaminę K, która jest niezbędna jeżeli chcemy mieć mocne kości, chroni również przed osteoporozą.

8. REGULUJĄ CIŚNIENIE KRWI - zawierają dużo potasu, magnezu i wapnia, które pomagają w utrzymaniu właściwego ciśnienia krwi.

9. ZAPOBIEGAJĄ PRZEZIĘBIENIOM - witamina C zawarta w brokułach ma właściwości antyoksydacyjne i antyzapalne, co pomaga zwalczyć objawy przeziębienia i zapobiegać chorobie.

10. WZMACNIA MĘSKOŚĆ - redukuje u mężczyzn poziom estrogenu, powodując jednocześnie wzrost testosteronu.


Wartość odżywcza ugotowanych brokułów w 100 g

Wartość energetyczna - 35 kcal
Białko ogółem - 2,38 g
Tłuszcz - 0,41 g 
Węglowodany - 7,18 g
Błonnik - 3,3 g

Witaminy
Witamina C – 64,9 mg
Tiamina – 0,063 mg
Ryboflawina – 0,123 mg
Niacyna - 0,553 mg
Witamina B6  - 0,200 mg
Kwas foliowy -  108 μg
Witamina A – 1548 IU
Witamina K - 141,1 μg

Minerały
Wapń – 40 mg
Żelazo  - 0,67 mg
Magnez  - 21 mg
Fosfor - 67 mg
Potas  - 293 mg
Sód – 41 mg
Cynk  - 0,45 mg


A Wy lubicie brokuły? Z czym najczęściej je jecie? :)

Informacje przekazane w tym wpisie pochodzą ze strony www.poradnikzdrowie.pl oraz infografik znalezionych przeze mnie w internecie.

wtorek, 21 lutego 2017

5 rzeczy, które odmieniły moją codzienną pielęgnację

Jestem jedną z tych osób, które zawsze zapominają posmarować twarz kremem, maluję się w maksymalnie 5 min, bo więcej mi się nie chce, a balsamu do ciała użyję jak mi się przypomni. Nigdy nie dbałam o swoje ciało, skórę itd, bo po prostu nie czułam takiej potrzeby - cera ładna, skóra nawilżona, więc po co. Od pewnego momentu bardzo chciałam zacząć pielęgnację i pamiętać o tych rzeczach chociaż kilka razy w tygodniu, ale... ciągle zapominałam :D. 

W końcu trafiłam na kilka artykułów, czy wpisów blogowych, po których zaczęłam szperać, aż w końcu zostałam tak przekonana do produktów, że je kupiłam i postanowiłam regularnie stosować.
Oto 5 produktów, o których pamiętam, regularnie używam i polecam.

1. Krem do rąk ZIAJA z ceramidami i koncentratem lipidowym

Polubiłam go za to, że ręce po nim nie lepią się, da się utrzymać kubek w dłoni (po niektórych specyfikach po prostu się wyślizguje) i do tego nie ma żadnego zapachu. Czuć go dopiero kiedy przyłoży się dłoń do nosa, więc nie jest źle. Nie lubię za bardzo pachnących kremów do rąk. Często się je używa, zapach się nudzi i trzeba szukać czegoś innego, więc wolę te bezzapachowe. Cena to ok. 3,50 zł.


2. Antyperspirant REXONA

Ja mam wersję morion sense cotton dry. Nie pytajcie jak bardzo się pocę. To jest moja największa zmora. Kiedyś używałam etiaxilu, ale wyczytałam, że jest niezdrowy i zrezygnowałam. Używałam już byle jakich dezodorantów, aby tylko czymś się psiknąć. Jednak niedawno Ania z bloga Ania Maluje poleciła rexonę - szczerze mówiąc nie pamiętam jaką, ale Ania jest bardzo rzetelną polecaczką (tzn. nigdy nie poleca czegoś, co na nią nie podziałało), więc pamiętając o tym kupiłam ten antyperspirant. Wciąż zdarza mi się po nim spocić, ale to nic w porównaniu z tym, co przeżywałam wczesniej. Za duże opakowanie zapłaciłam w rossmannie w promocji 10,99 zł.



3. Olejek rycynowy (stosuję na rzęsy)

Moje rzęsy zawsze były kiepskie. Mojej mamy i siostry również - co zrobić. A no jednak coś można, bo olejek rycynowy zmienia je nie do poznania. Po ok. 2 tygodniach stosowania stały się dłuższe, nie sklejają się i są mięciutkie w dotyku. Nie ważne jakiego tuszu używam - one po prostu wyglądają dobrze. Także polecam każdej dziewczynie! Za swoją dużą buteleczkę zapłaciłam ok. 7 zł.
Mój sposób aplikacji: starą, czystą szczoteczkę po tuszu maczam w olejku, a potem mocno odciskam na brzegach tak, aby nadmiar płynu wrócił do butelki (kiedy tylko moczyłam i nakładałam od razu na rzęsy olejek zaklejał mi oczy, bo jest bardzo gęsty) i nakładam jak tusz każdego wieczoru, a rano zmywam wodą.



4. Maseczki do twarzy ZIAJA

Uwielbiam wszystkie, a najbardziej nawilżające. Nie ma co dużo gadać, po prostu fajnie nawilżają, są proste w aplikacji i bez problemu się zmywają. Mają spory wybór tych maseczek, więc polecam przyjrzeć się ofercie :). Na stronie marki ziaja jedna maseczka kosztuje 1,55 zł. Ja kupuję w rossmannie i cena jest podobna.



5. Krem dla dzieci BAMBINO

Jeśli już coś niedobrego dzieje mi się z cerą to bambino zawsze pomaga. A jak już nie zapominam i smaruję buzię codziennie wieczorem to nie ma szans, aby wyskoczył mi jakiś pryszcz, czy zrobiła się zmiana skórna. Doskonale nawilża, jest gęsty, więc na długo starcza i nie klei się po nim skóra. Baaaardzo polecam wypróbowanie na jakiekolwiek problemy z cerą takiego prostego produktu, bo działa cuda. O samym nawilżaniu skóry i o tym, dlaczego cerę trądzikową się nawilża, a nie wysusza napiszę niedługo :). Cena tego kremu to ok. 7 zł.


Wróciłam na siłownię!

Dlaczego przestałam chodzić? Dlaczego wróciłam? I co z dietą...
Na siłownię zaczęłam chodzić pod koniec sierpnia. Przyznam, że szło mi nieźle. Kilogramy leciały w dół, w końcu nauczyłam się jeść regularnie 4-5 posiłków dziennie, pić dużo wody i przestałam słodzić. Jak się zmotywowałam, żeby po kilku latach prób w końcu się udało? Stanęłam na wagę i nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Cała filozofia :D. Jednak z początku miałam kiepsko wszystko poukładane w głowie, bo przez cały dzień myślałam tylko o tym co zjadłam, co jem i co zaraz mam zjeść, popołudniu wylewałam ostatnie poty na orbitreku, a potem dołożyłam do tego bieganie i ćwiczenia w domu. Generalnie nie polecam. Zamiast super samopoczucia ciągle chodziłam smutna, na wszystko obrażona i wiele rzeczy mnie irytowało.

Z czasem zrobiło się lepiej... Kosztowało mnie to kilka ciężkich rozmów z chłopakiem i przyjaciółkami, ale wszystko wróciło na właściwe tory, dlatego z całego serca polecam od samego początku diety mieć obok siebie osobę, która trochę popilnuje tego, czy wszystko jest w porządku, a przy okazji oczywiście będzie wsparciem :).




Przestałam chodzić w grudniu, bo zachorowałam na ok 1,5 tygodnia, potem były święta, więc byłam w domu rodzinnym, a tam nie mam za bardzo możliwości poćwiczyć, sylwester i ... styczeń. Styczeń=sesja. Nie wiedziałam, że będzie tak ciężko - siedziałam po nocach, spałam po 3-4h na dobę i generalnie nie pamiętałam co to apetyt, co skutkowało tym, że jadłam byle co, kiedy mi się przypomniało, że trzeba coś zjeść.

Kupiłam karnet na siłownię od 6.02.2017. I co się stało? 5.02 świętowałam koniec sesji, a kiedy cały ten stres ze mnie zszedł znów zachorowałam. Na 2 tygodnie... Które właśnie minęły i wracam!


Wczoraj byłam na pierwszym treningu. Polubiłam ćwiczyć na sprzętach z obciążeniem i chociaż wciąż nie czuję się tam do końca swobodnie to uczę się, pytam i czuję się coraz pewniej. Ale plan na teraz mam trochę inny. Chciałabym najpierw zrzucić trochę kg, więc będę chodzić na zajęcia zorganizowane, na których można się porządnie spocić i potem na 20-30 min cardio. Kiedyś ćwicząc własnie w ten sposób waga schodziła w dół i ciało zaczynało naprawdę fajnie wyglądać, więc dla laików takich jak ja - polecam.

A Wy jak ćwiczycie? Co polecacie? jakie ćwiczenia są Waszymi ulubionymi? :)

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Mój sposób na... #1

Tym postem rozpoczynam serię wpisów o tytule Mój sposób na... Będą to najróżniejsze rzeczy od przepisu na zupę po kwestie bardziej istotne w życiu. Mam już kilka pomysłów, więc wystarczy, aby wystartować :)



Jak udaje mi się motywować na co dzień? Problem tkwi w tym, że przeważnie mi się nie udaje. Paradoksalnie - stąd pomysł na ten wpis. Zebrałam do jednego worka te kilka rzeczy, które sprawiają, że jednak czasami do czegoś uda mi się zmotywować i mam nadzieję, że Wam to pomoże tak, jak i pomaga mnie w naprawdę kryzysowych sytuacjach.

1. DAJ SOBIE CHWILĘ

Kiedy wiem, że goni mnie termin na zrobienie czegoś, a jedyne na co mam ochotę to leżenie brzuchem do góry, daję sobie 10-15 min na to, aby poprzeglądać notatki, po prostu luźno poczytać. Czasami czytam przez godzinę lub dłużej, bo po prostu nie mogę się skupić, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, abym to odłożyła i nie dokończyła.

2. JAK JUŻ ZACZYNASZ, TO KOŃCZ

Nigdy nie odkładam rzeczy "na rano". Jeśli muszę coś zrobić na jutro, siedzę do oporu. Po prostu wiem, że rano na pewno nie wstanę.

3. ZNAJDŹ TOWARZYSTWO

Kiedyś słodziłam herbatę 3-4 łyżeczki cukru. Dzisiaj nie słodzę wcale i niczego. Dodam, że nigdy nie miałam słabości do słodyczy, właściwie dla mnie mogłyby nie istnieć. Ale ten cukier nie dawał mi spokoju. Nie słodzę od 16.08.2015 r. Jak mi się to udało? Koleżanka z pracy zapytała, czy przestaniemy razem słodzić, bo ona bardzo by chciała. Powiedziałam 'ok'. I po prostu już sobie nie słodzimy.

4. PLANUJ Z GŁOWĄ

Wszyscy mówią, że planowanie jest super, a mi to nigdy nie wychodziło. Problem był bardzo prosty. Tak się podniecałam wewnętrznie tym, że zaczynam planować i teraz moje życie na pewno będzie idealne, że wpisywałam tam wszystko. Dosłownie wszystko co aktualnie miałam na głowie. Było tego tyle, że nawet w 48 h bym się nie wyrobiła. Z listy wykreślałam mało zrealizowanych rzeczy i się zniechęcałam. Nie powtarzaj mojego błędu! Jeżeli nie udaje Ci się czegoś zrobić od pół roku, to z jakiego powodu nagle masz to zrobić jutro?

5. NIE CZUJ SIĘ LEPSZY OD INNYCH

Muszę przyznać, że kiedy zaczynałam robić coś do czego długo się zabierałam, czułam się z jakiegoś powodu lepsza od innych. Czułam wielką moc, że w końcu coś robię i wmawiałam sobie, że wszyscy dookoła to na pewno nic nie robią. To było tak głupie, że aż ciężko przechodzi przez klawiaturę.
Morał tylko taki... Nie można budować swojej wartości na porównaniu do innych, tylko na porównaniu do siebie samego. Mogę sobie powiedzieć, że jestem fajna, bo kiedyś jadłam niezdrowo, a teraz jem dobrze, ale na pewno nie będę się czuć lepiej przechodząc koło maka i mówiąc sobie po cichu "ale oni są beznadziejni, że to jedzą". Nie tędy droga, a wciąż widzę, że ludzie często o tym zapominają.







POSTANOWIENIA NOWOROCZNE

Standardowy post, czyli o moich postanowieniach noworocznych. Jednak będzie to post raczej z przemyśleniami o tym, dlaczego myślę, że w tym roku mi się uda i jakie błędy popełniałam w poprzednich latach. Zawsze te postanowienia były tworzone na zasadzie 'a wpiszę sobie, że schudnę', ale tak naprawdę nie miało to żadnego pokrycia w rzeczywistości i w tym roku skupiłam się na tym, dlaczego wcześniej mi nie wyszło i zbudowanie tych postanowień na nowo, w oparciu o wnioski do jakich doszłam.

PO PIERWSZE

Uważam, że każde postanowienie noworoczne powinno wiązać się z listą rzeczy, które zamierzamy robić, aby dane postanowienie zrealizować. Oznacza to, że w tym roku nie wpisałam na moją listę po prostu hasła "SCHUDNĄĆ", ale również szeregu czynności, które doprowadzą mnie do realizacji tego celu.

PO DRUGIE

Podzieliłam moje postanowienia na pewne etapy. Kiedy mamy cały rok na zrobienie czegoś to możemy odkładać to w nieskończoność, a potem w grudniu przypominamy sobie, że chcieliśmy podszkolić jakiś język, ale przez poprzednie 11 miesięcy w myślach mówiliśmy sobie, że mamy na to jeszcze kolejne X miesięcy, więc odkładamy to na później. I tak w nieskończoność.

Moje postanowienia będę realizować w podziale na miesiące, co oznacza, że każdego miesiąca dołożę coś nowego do mojej listy, ale to wymagało pewnego uszeregowania pod kątem tego ile czasu będę na daną rzecz potrzebować. Tak więc, jeśli na coś potrzebuję praktycznie całego roku, rozpoczynam realizację tego postanowienia już w styczniu, czy w lutym. A jeżeli mniej, to dokładam daną rzecz w kolejnych miesiącach,

PO TRZECIE

Systematyczność. Nigdy nie byłam konsekwentna, więc to dosyć ciężka sprawa, ale uważam, że czas najwyższy nad tym popracować. Znacznie łatwiej jest coś realizować kiedy na raz muszę myśleć zaledwie o kilku rzeczach, a nie rzucać się na głęboką wodę i nagle w styczniu robić wszystko to, co nigdy wcześniej mi się nie udawało, bo najzwyczajniej się zniechęcę i tyle będzie z realizacji tego.

PO CZWARTE

Moje postanowienia dotyczą rzeczy, które rozpoczęłam w poprzednim roku i mam już w nich pewien nawyk. Wytłumaczę na przykładzie z początku wpisu. Od kilku lat chcę schudnąć. Przychodzi styczeń i postanawiam "schudnę". Chodzę sobie miesiąc na siłownię, nawet wykupuję kolejny karnet w środku roku, ale kończy się na miesiącu ćwiczeń. To nie miało dla mnie sensu, więc we wrześniu zaczęłam tak po prostu, bez żadnych większych postanowień ćwiczyć i lepiej się odżywiać. Teraz, kiedy już trochę się to we mnie zakorzeniło, tworzę sobie konkretne postanowienie, ale na miarę moich sił, a nie coś nierealnego jak wcześniej. Czas od września 2015 do końca roku był mi potrzebny na poznanie swoich możliwości i chociażby tego ile realnie posiadam czasu, aby ćwiczyć.


Nie zdradzę konkretnych postanowień, jakie znajdują się na mojej liście, bo są one bardzo pospolite, więc nie ma to większego sensu, ale na pewno będę się dzielić tym, jak mi idzie, więc stopniowo na pewno je poznacie :).

Warto się zebrać w sobie i zapisać sobie chociaż jeden cel jaki chcemy zrealizować w tym roku, bo wiadomo, że czas i tak nam upłynie, więc warto usiąść za rok i pomyśleć sobie "tak, udało mi się" i być z siebie po prostu dumnym :).


poniedziałek, 11 maja 2015

Skąd wziąć siłę i chęć do działania?

Ostatnio strasznie ciężko zebrać mi się do przysłowiowej kupy i spędzić dzień w jakiś konkretny sposób. Z pewnych powodów od dwóch tygodni moje życie trochę zamarło, a ja choć czuję na karku oddech sesji, licencjatu, zaliczeń i konkursu Enactus... nie mogę się zmotywować.

Postanowiłam opisać parę rzeczy, które dość pozytywnie wpływają na moją organizację. Takie codzienne mini-motywacje. Może kiedy się tym podzielę, to na mnie znów podziałają i zabiorę się w końcu do roboty ;).

Zapisywanie wszystkiego, co tylko możliwe z zadań na dany dzień i odznaczanie zadań
Kiedy wypiszę przykładowo "Zrobić trening" i "Napisać licencjat", a dzień będę miała tak ciężki, że nie poćwiczę i głowa będzie daleka od pisania licencjatu - będę mieć uczucie, że nie zrobiłam nic z zaplanowanych rzeczy. W momencie kiedy wypiszę ich więcej i bardziej szczegółowo, z większą satysfakcją patrzę wieczorem w kalendarz i na ilość rzeczy jakie udało mi się dane dnia zrobić.


Ład i porządek
Jak miło przychodzi się z uczelni do mieszkania i widzi porządek w pokoju. Kiedy wracam do bałaganu nie mam na nic ochoty i najchętniej kładę się spać (okej, prawie zawsze kładę się spać...). Ale kiedy mam porządek często przed drzemką uda mi się zrobić coś pożytecznego - przeczytanie książki na zajęcia, posegregowanie notatek, nauczenie się na wejściówkę. To naprawdę pomaga!


Planowanie posiłków i pilnowanie godzin spożywania ich
Planować chyba każdy lubi, więc nie muszę opisywać jak cudowną frajdę sprawia mi przeglądanie stron kulinarnych lub książek z przepisami i planowanie posiłków na kolejne dni. Przygotowywanie to inna para kaloszy, ale ostatnio całkiem nieźle sobie z tym radzę ;). Rzecz w tym, że dzięki zaplanowanym posiłkom mam w ciągu dnia świadomość tego, ile czasu już upłynęło. Jedząc do 3-4h widzę jak dzień czasami przecieka przez palce, a czasami - jak dobrze go wykorzystuję. Planowanie jedzenia pomaga w ograniczeniu lenistwa do kolejnego posiłku!


Wstawanie rano
Ostatnio na jednym z blogów, które obserwuję (dołączę link jak odnajdę ten wpis) wyczytałam bardzo dobry plan na skuteczne wstawanie o poranku i energię na cały dzień. Autorka wpisu przez miesiąc codziennie wstawała o 6:00, brała minimum 2-minutowy ZIMNY prysznic, piła szklankę przegotowanej wody z cytryną, rozgrzewała się i minimalnie rozciągała, a na koniec jadła pożywne śniadanie. Pisała o tym, jak pozytywnie to na nią wpłynęło. Zdecydowanie muszę spróbować ;)


niedziela, 10 maja 2015

Moje miejsca

Każdy z pewnością ma miejsca, w których przebywać lubi zdecydowanie najbardziej. Człowiek wtedy czuje się wyjątkowo, dobrze, bezpiecznie i nic oprócz tego, że tam jest, nie jest mu potrzebne. Dlatego przedstawię Wam listę 10. miejsc, które dla mnie są czymś wyjątkowym, i gdzie po prostu mi dobrze :).



Pierwsze miejsce, o którym opowiem w tym poście jest... MORZE ;)
Nieważne jakie - liczy się woda po horyzont i piasek! W ciepłe dni można usiąść z książką, poopalać się lub po prostu z przyjaciółmi. Zimą to dla mnie najlepsze miejsce do rozmyślań. Kiedy w moim życiu dzieją się rzeczy, o których muszę pomyśleć w samotności lub w ogóle jestem z nimi sama, jedynie wyjście nad chłodne morze mi pomaga. Na molo w Sopocie mam swoją ulubioną ławkę oraz miejsce, w którym zimą ciężko mnie znaleźć.
Do plaży mam w porywach 5min i przyznam się, że nie korzystam z tego tak, jak powinnam. Jestem tam zaledwie 2-3 razy w tygodniu. Od dzisiaj będę codziennie - obiecuję :).

To plaża zaraz obok miejsca, w którym mieszkam:



A tutaj trochę morza i plaży z podróży mojego życia, którą odbyłam w październiku 2014 z cudownymi ludźmi :)
(Polska-Katar-Tajlandia-Malezja-Chiny-Polska)






Piszcie o swoich ulubionych miejscach! :)

niedziela, 1 marca 2015

Podsumowanie tygodnia #1

Postanowiłam zabrać się za jedną z pewnego rodzaju tradycji blogowania, czyli podsumowania :). Na początku zastanawiałam się jaką formę przyjąć - tydzień, 2 tygodnie, miesiąc. Ale po chwili zastanowienia dotarło do mnie, że w ciągu tygodnia tyle się dzieje, że czasami nie sposób zebrać w zwięzły sposób informacji z miesiąca :)
Zaczynamy...

1. KAWA KAWA KAWA



Nigdy nie był to napój, bez którego nie mogłabym żyć, albo nie wyobrażałabym sobie dnia bez niego. Teraz zawsze po śniadaniu i obiedzie po prostu muszę ją wypić. Pewnie wynika to trochę z tego, że moja sesja wciąż trwa... Aczkolwiek z zapominalstwa o kupieniu mleka zaczęłam pić czarną, sypaną, z połową łyżeczki cukru. Zawsze pijąc ją czuję, że to czas, w którym odpoczywam. Pewnie wzięło mi się to z domu rodzinnego :)

środa, 25 lutego 2015

The bay



Jestem bardzo roztrzepana, a słowo 'organizacja' zawsze było mi obce. Kiedy zaczęło mi to moje wieczne roztargnienie trochę przeszkadzać miałam chyba 17 lat. Zapragnęłam wtedy wszystko uporządkować i 'stać się zorganizowaną'. Nie jest to takie proste jak wtedy mi się wydawało. Zrobiłam porządek we wszystkich szafach w pokoju i na zewnątrz też co nie co powyrzucałam, poprzestawiałam. Zrobiło się tak przejrzyście. Po kilku dniach wszystkie listy, które sporządziłam na moje 'lepsze życie' leżały gdzieś pomiędzy wczorajszą koszulą a parą ulubionych spodni na krześle, a biurko było zawalone paragonami, karteczkami, zeszytami itd.

Teraz sprawa wygląda trochę inaczej i choć do ideału wciąż mi daleko, chciałabym podzielić się z Wami JAK ZACZĄĆ, żeby nie zwariować od razu. Dla bałaganiary i dziewczyny, która wiecznie o wszystkim zapomina stanie się uporządkowaną osobą z dnia na dzień naprawdę graniczy z szaleństwem ;).

1. Zmiany wprowadzaj POWOLI

No, bo po co tu pośpiech? Jestem zdania, że przy takich zmianach 
wolniej/krok po kroku = efektywniej
Wyznacz sobie cel, który chcesz zrealizować w ciągu kolejnego tygodnia/miesiąca. Cel, dokładnie - jeden. Nie 10, ani nie 50. Będzie przyjemniej i łatwiej wejdzie w nawyk.

Poza zmianami wprowadzanymi cyklicznie jest kilka, które najlepiej zacząć od razu, bo najzwyczajniej ułatwią całą sprawę. A więc:

2. Codziennie ściel łóżko

Byłam w szoku jak bardzo wpłynęło to na moje samozorganizowanie. To drobny nawyk, a naprawdę wiele zmienia. Zawsze przychodząc do domu na niepościelone łóżko byłam w stanie rzucić dosłownie wszystko - torebkę, ubrania, książki, zakupy. Oczywiście z tym nie spałam, ale nie wysypiałam się tak, jak robię to teraz. Kładąc się mam świadomość, że to miejsce, w którym wypoczywam, a nie graciarnia, na którą mogę wszystko rzucić. Drugą ważną kwestią jest to, że łóżko zajmuje sporą część przestrzeni w pokoju i kiedy ono jest uporządkowane to od razu ma się wrażenie, że wszędzie jest porządek.
Moja mama wszczepiła też we mnie zasadę "zero rzeczy na fotelach i krzesłach". Wszystko mniej lub bardziej na bieżąco ląduje w szafach i przestrzeń jest bardziej przejrzysta.

3. Porządkuj biurko przed pójściem spać

Nic dodać nic ująć. Po prostu pusta przestrzeń. Zawsze mam masę szpargałów na biurku - wystarczy, że zbiorę je w jedną kupkę i jest ładniej.

4. Chodź spać i wstawaj o stałej porze

To dla mnie jedno z najtrudniejszych wyzwań, ale kiedy ostatnio zobaczyłam jak mój kolega 5min przed północą przeciera oczy, o północy już śpi jak zabity, a o 7:30 zaczyna się wybudzać, po prostu jakiś geniusz wstąpił w mój organizm. Kładę się ok 23:30-24:00, wstaję ok. 7:00-8:00.

5. Znajdź swój poranny rytuał

Ja np. codziennie rano piję zieloną herbatę. Zaraz po wstaniu gotuję wodę, zalewam ją, siadam i piję. Przy tym zawsze coś robię, ale nie pamiętam kiedy nie wypiłam rano herbaty. To taka przyjemność, na którą brakowało mi czasu, więc zaczęłam wstawać 20min szybciej :)

PS Wciąż próbuję wcielić w życie też popołudniowy ;)

poniedziałek, 23 lutego 2015

Everyone's got something

Zawsze podziwiałam ludzi, którzy robią coś więcej poza szkołą, pracą, podstawowymi obowiązkami i wychodzeniem z domu raz w tygodniu. Nieistotne, czy ta osoba chodzi regularnie na siłownię, bardzo mocno pielęgnuje kontakty z przyjaciółmi, gotuje, czy skacze ze spadochronem. Takie osoby robią to, co lubią i jest to taka rzecz, o której mogłabym komuś opowiedzieć. Co mam na myśli? Chociażby spotkanie z dawną znajomą, która pyta "A wiesz co u Ani?". Mając z nią kontakt mogłabym odpowiedzieć tradycyjne "Wszystko dobrze" lub "Tak! Zaczęła kurs kosmetyczny, zawsze o tym marzyła." / "Tak! Interesuje się kulinariami. Zaprasza nas raz na jakiś czas na coś pysznego." itd...


Zastanowiłam się co ludzie mogliby powiedzieć o mnie w tym momencie.
"Dobrze tańczy" - ok, umiem tańczyć, ale jako hobby nie zajmuję się tym już od 3 lat
"Fajnie gotuje" - fajnie, fajnie z tym, że nigdy mi się nie chce kombinować i kończę na kotlecie z ziemniakami.
"Dobrze się uczy" - niezależnie od tego, czy w czyimś poczuciu to prawda, czy też nie, nie chciałabym, aby ktokolwiek tak się o mnie wypowiadał. To głupie stwierdzenie, z którym od zawsze walczę, bo wygląda to tak, że albo się do czegoś przygotuję, albo nie, a to zdanie już zahacza o pewną regułę.

I co dalej...? No właśnie. Nic.
Prób rozwinięcia jakiejś swojej pasji podejmowałam wiele i zawsze porażka. Największym problemem było odnalezienie siebie samej w czasie. W moim przypadku to istny koszmar :). Jednego dnia się budzę i jest 2.02, a 'kolejnego' wstaję i okazuje się, że jest 15.02 :). Nie pytajcie o co chodzi. Walczę z tym.

Wszystko zmieniło się na właściwy tor, kiedy coś sobie uświadomiłam. Od tamtego momentu robię więcej, robię lepiej, mam więcej energii, więcej szczęścia - po prostu wszystko jest piękniejsze!


2 GODZINY

Kiedyś gdzieś przeczytałam (haha, zawsze mnie bawi jak słyszę "amerykańscy naukowcy odkryli" - jest to dla mnie równoznaczne z "miesięczne dziecko zaśpiewało piosenkę" ;), ale tutaj to niezaprzeczalny fakt!), że śpiąc 2 GODZINY mniej w ciągu doby ZYSKUJEMY, AŻ MIESIĄC ŻYCIA w skali roku!!! Wtedy zaczęłam spać maksymalnie 7-8h, bo tyle mi wystarcza. Z pozoru to istotna informacja dla osób śpiących naprawdę długo, bo przecież wyspać się po prostu trzeba :).

Niedawno moje myślenie poszło krok dalej (nie wiem z jakiego powodu tak późno). W ciągu dnia trzeba spędzić trochę czasu na przyjemnościach, zrelaksowaniu się itd. Ale ja spędzałam przed komputerem robiąc NIC ok 4-5h w ciągu doby. Jeśli nie więcej. Straszna sprawa. I właśnie kiedy tak to sobie uświadomiłam przypomniała mi się ta magiczna zasada - 2 godziny na dobę = miesiąc w ciągu roku. Chyba wiadomo co stało się dalej :). Przy komputerze spędzam maksymalnie 30min dziennie poza czasem, w którym muszę się pouczyć, zrobić coś na studia. Oglądanie filmów i seriali też raczej nie wpisuje się w to kryterium, aczkolwiek trzymam rękę na pulsie, bo jestem uzależniona od seriali ;). Te 30min to czas spędzony dokładnie na niczym. Lubię przejrzeć facebooka, porozmawiać ze znajomymi, poczytać artykuły, czy blogi. To jest moim relaksem i w jakimś sensie rozwojem.

Co zyskałam jak dotąd i co planuję?

1. Rozbudowałam swój zeszyt z przepisami.
2. Powstał pomysł na 30 dni bez mięsa, który rozpoczynam dzisiaj (o tym zrobię osobny wpis).
3. Planuję podróże stopem z bardzo dobrą koleżanką wiosną po Polsce. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem :)
4. Cały styczeń chodziłam na siłownię i schudłam prawie 4kg.
5. Lepiej jem, bo znajduję czas na gotowanie.
6. Spędzam czas na własnym rozwoju - m.in. zaangażowanie w koło naukowe znów ma fazę aktywacji
7. Mam lepszy kontakt z ludźmi, bo znajduję czas na to, aby do nich napisać, zadzwonić, spotkać się. Dzięki jednej fantastycznej znajomości w ostatni weekend poznałam równie świetnych ludzi!
8. Skoro już o ostatnim weekendzie - pojechałam do Warszawy na imprezę. Z Gdańska. O 21:00 w piątek byłam na miejscu. Rewelacyjnie się bawiłam, potem jeszcze trochę pośmiałam rano, kawa z bratem i powrót o 21:00 w sobotę.
Pojechałam sama do 30 obcych mi ludzi. Znałam organizatora (miał urodziny;)), moja kuzynkę (jednak nie mamy nawet koleżeńskiej relacji) i 2 chłopaków, z którymi mogłam się przywitać. Poznałam prawie WSZYSTKICH. Takie historie poszerzają horyzonty, naprawdę :).


To naprawdę sporo jak na czas, w którym rozpoczęłam realizację tylko niektórych moich pomysłów i marzeń. Jest ich więcej. I tak - będę realizować jedno po drugim. Po prostu chce się rano wstawać!

W kolejnym wpisie (trochę krócej ;)) napiszę o tym jak zacząć. Samo uświadomienie sobie ogromu 2 godzin w ciągu doby to jedno - wdrożenie to już kolejny krok. Metoda małych kroków otworzyła mi drzwi na świat. W tym momencie JUŻ robię rzeczy, o których ktoś, mógłby komuś opowiedzieć. Nie mam tu absolutnie na myśli plotkowania. To raczej podejście, które mnie motywuje, bo każdy chce być jakoś zapamiętany, prawda? :)


Korzystając z uprzejmości Rudej i jej pomysłu na BANK ZDJĘĆ postanowiłam wykorzystać je w tym wpisie :)